Recenzja Mai Staśko tomu "Przetrwalnik" Waldemara Jocher w piśmie "ArtPapier".

Maja Staśko

KSENOPOEZJA: EKSPERYMENT Z FORMĄ

 

1.

Najpierw otworzyłam stronę Rozdzielczości Chleba, ach, wyobraźcie sobie, stronę! Potem w katalogu dojrzałam nową rzecz, jak boga kocham – dojrzałam! Ściągnęłam nową rzecz w PDF-ie, żałujcie, żeście nie widzieli, jak ściągam nową rzecz w PDF-ie, żałujcie! Otworzyłam nową rzecz w PDF-ie i co znalazłam..., co znalazłam? „Przetrwalnik” Waldemara Jochera.

I czytałam. Czytałam tak: przewracałam oczyma z lewej na prawą, z lewej na prawą. Przesuwałam klawiszem klawisz, klawiszem klawisz, a strona toczyła się w dół toczyła się w dół. Na klawiszach pozostawały bakterie me, pot mój, skrawki skóry me. Na touchpadzie też: bakterie me, pot mój, skrawki skóry me, a ja wciąż klawiszem klawisz, klawiszem klawisz jak opętana. Oddychałam coraz szybciej, wydychałam bakterie me, wdychałam bakterie nieme, przez nos wlatywały dalej, dalej było wnętrze, we wnętrzu bakterie kolejne. Potem odkryłam, że mam dotykowy ekran – prawdziwy dotykowy ekran! – a gdy to odkryłam, zaczęłam smagać palcem ekran, a gdy zaczęłam smagać palcem ekran, strony się przesuwały i czytałam dalej. Na dotykowym ekranie pozostawały bakterie me, pot mój, skrawki skóry me, to znany refren. Bakterie me, pot mój, skrawki skóry me mieszały się z literkami, literki łaziły po stronie, byciki łaziły po stronie i układały się w słowa, te w wersy, wersy w wiersze, wiersze w tomik, który właśnie czytałam teraz. Powoli czułam rytm, rytm był w wierszach mocno osadzony - czytaj więcej

Waldemar Jocher - Incipit recenzja

1. Od czego za­cząć?

 

1.1.

Po­wyż­sze py­ta­nie jest nie­by­wa­le ważne (czyli – gdyby je zwa­żyć – nie­zwy­kle cięż­kie, ob­cią­żo­ne) w od­nie­sie­niu do po­ezji Wal­de­ma­ra Jo­che­ra. Nie­sły­cha­nie też za­sad­ne za­sad­ni­cze: usta­na­wia­ją­ce za­sa­dę (jedno z moż­li­wych tłu­ma­czeń pre­so­kra­tej­skie­go po­ję­cia arché pan­ton) tego, co potem, dal­sze­go ruchu czy­tel­ni­czej myśli.

 

2. (1. 1. 1.)

Py­ta­nie po­wyż­sze jest zatem nie­by­wa­le ważne w od­nie­sie­niu do po­ezji Wal­de­ma­ra Jo­che­ra: poety, który de­kla­ru­je, że wszyst­ko, co na­pi­sał, wy­ra­sta (i wraca) z (i do) bi­blij­nych to­po­sów po­cząt­ku.

 

2.1.

Pierw­szy zwój Tory, po­czą­tek: Be­re­szit bara Elo­him, „na po­cząt­ku Bóg stwo­rzył”. Ostat­nia Ewan­ge­lia, Ja­no­wa, po­czą­tek: En arché én ho logos, „na po­cząt­ku było Słowo”. Dwa okre­śle­nia po­cząt­ku – i mno­gość trans­la­to­lo­gicz­nych, teo­lo­gicz­nych, fi­lo­zo­ficz­nych, se­man­tycz­nych za­pę­tleń. He­braj­skie­mu be­re­szit przy­pi­su­je się w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści tłu­ma­czeń Pisma sens głów­nie tem­po­ral­ny (w Sep­tu­agin­cie jest iden­tycz­nie jak u Jana: „En arché”; u Hie­ro­ni­ma – „In prin­ci­pio”). A prze­cież cho­dzi tu o mo­ment po­nie­kąd przed cza­sem, zanim za­czę­ło się co­kol­wiek – więc rów­nież o pier­wot­ny punkt spo­czyn­ku, nie­wy­obra­żal­ny, po­za­umy­sło­wy, nie­wy­sła­wial­ny (jak by­ło­by za­pew­ne u Sta­gi­ry­ty, dla któ­re­go nie do po­my­śle­nia był je­dy­ny do­stęp­ny umy­sło­wi ruch rze­czy bez za­ło­że­nia przed­wstęp­nej nie­ru­cho­mo­ści, jak i u Im­ma­nu­ela Kanta, który wszel­kie my­śle­nie wa­run­ko­wał po­sia­da­niem aprio­rycz­nych, nie­wy­kon­cy­po­wal­nych idei czasu i prze­strze­ni). Be­re­szit to wła­ści­wie „pra­po­czą­tek”, ale też „pra­za­sa­da”, „wszech­przy­czy­na”, „za­czyn”. Po­dob­nie u Jana: jego arché (czyli może – jed­nak – jak w in­tu­icji Sie­dem­dzie­się­ciu) jest tym samym, co na­wie­dza­ło - czytaj więcej

Szczebel na wargach Paweł Kozioł

Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna je w końcu jako niedorzeczne; gdy przez nie – po nich – wyjdzie ponad nie. (Musi niejako odrzucić drabinę, uprzednio po niej się wspiąwszy).

Ludwig Wittgenstein, „Traktat logiczno-filozoficzny” 6.53

Jeśli czytanie książki można w ogóle zacząć od jednej metafory, to niech składają się na nią słowa przytoczone w tytule recenzji. Dobrze oddają ambicję Waldemara Jochera, który ma już na swoim koncie nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiutancki tomik „Reszta tamtego ciała” (Instytut Mikołowski, Mikołów 2009). „Szczebel na wargach” oznacza dwie rzeczy naraz: że mówić się chce w sposób, który pozwala się wznieść, i że mówienie jest czymś, co w tym procesie należy przekroczyć.

Grażyna Baranowska pisała o debiucie Jochera: „Metaforyczny język, czerpiący głównie ze słownika technicznego, generujący napięcia między podmiotem i przedmiotem poznania, podlega bezustannemu ruchowi obrotowemu góra/dół i wciąż do przodu, przez co zyskuje wielowymiarową, gęstą i nieprzezroczystą, w powierzchownym czytaniu, strukturę semantyczną”. Jeśli ten opis jest właściwy, to trzeba uznać, że poeta pozostaje wierny swoim pierwotnym założeniom. Jego zdania są trudne i gęste, metaforyka techniczna nadal funkcjonuje na wysokich obrotach, dążąc do jakiejś osobliwej cyborgizacji języka i przeżyć: - czytaj więcej

Reszta tamtego ciała (2009), Przetrwalnik (2015) i Incpipit (2017)

Waldemar Jocher – ur. W 1970 r. Autor tomów wierszy: Reszta tamtego ciała (2009), Przetrwalnik (2015) i Incpipit (2017). Laureat Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny (2010) za najlepszy debiut poetycki. Mieszka w Prudniku.

 


 

Początek końca

 

Najnowszy tom wierszy Waldemara Jochera Incipit składa się z trzydziestu ponumerowanych wierszy, opatrzonych tytułami. Dzięki takiemu zapisowi, od strony wizualnej, układ tej książki można potraktować jako krypto-poemat, oparty na wynikowym, spójnym ciągu, jaki tworzą poszczególne wiersze, a także, gęsto rozsiane w nich, semantyczne cząstki, nierzadko odnoszące się do wcześniejszych ewokacji lub generujące kolejne tematyki.

W przypadku tego autora – tak odrębnego i wielce charakterystycznego – trudno jest liczyć na bezpośredni, niczym nieutrudniony odbiór treści, którą można by było dobyć na tyle pochwytnie, ażeby stanowiła stabilny i czytelny wymiar od autorskich intencji. Jak w poprzednich tomach, i w tym mamy do czynienia z całkowitym zaburzeniem wszelkich klasycznych miar poetyckich: językowych, formalnych i graficznych. Sprzęganie w polu wiersza silnie spiętrzonego metaforycznie języka z intencyjnym naruszaniem tradycyjnej syntagmy, a także posiłkowaniem się niekiedy zapisem graficznym, wziętym rodem z poezji konkretnej, wywołuje - w czytelniczym odbiorze - nieustanne wrażenie labilnego przemieszczania się głosów i wielości wywoływanych, wielokierunkowych znaczeń.- czytaj więcej