Maciej Topolski rozmawia z Waldemarem Jocherem na łamach "ArtPapier"

Waldemar Jocher, Maciej Topolski.

 

 Maciej Topolski: Na początku chciałbym ustawić naszą rozmowę, co wybaczą mi, mam nadzieję, czytelnicy i Ty, Waldemarze, wybaczysz: używać będę w naszej rozmowie różnego rodzaju znaków wątpliwości, a co za tym idzie, będę je też próbował potwierdzać.


W wierszu „druga część wieczoru____ która się” z tomu „Przetrwalnik” jest mowa o oczekiwaniu dokonywanym „przy okazji przed świtem”, na moment, kiedy „zacznie się pisać, to znaczy // po ciemku ubywać wymiotów___ przybywać palców”. I nagle pojawia się wspaniały zjazd w dół języka „w trójwymiar szumów”, się zaczyna mówić, „patrzcie”. Mamy tutaj „do czynienia” z mimowolnością wchodzenia czy też zagłębiania się w język, a zarazem z wyraźnym ulokowaniem w czasie, w którym sam proces pisania może się wydarzyć. Jest to dokładne poetyckie odzwierciedlenie tego, o czym wspominałeś w jednej z rozmów: powstawanie wierszy jest złożeniem różnorodnych stanów („zawieszenia, skupienia, poczucia scalenia”), ale też „wytryskiem”: wyjściem/wejściem poza/w czas, miejsce i język. Zadziwia i pochłania mnie fakt ciągłego towarzyszenia słowom, aż do samego końca, do momentu, w którym wiersz powstaje, zostaje uwidoczniony, jest już rezultatem: czymś do określenia.

I o to chciałbym zapytać: czy podobny proces zawsze kończy się odczuwanym przez Ciebie zdziwieniem związanym z lekturą własnego wiersza? Ile jest w pisaniu, mówieniu, przepływie kontroli? A ile miłości – oddania – rozpływu ? - czytaj więcej